Nie zmienia też koloru w ciągu dnia, co jest dla mnie dużym walorem, bo niestety wiele maskar z upływem czasu szarzeje i traci intensywność. Ma idealnie kremową konsystencję , pięknie rozprowadza się na rzęsach, co na pewno jest też po części zasługą dobrze dobranej szczoteczki. Nie jestem jakąś szczególną miłośniczką różnej maści poradników i raczej niechętnie po nie sięgam. Dzisiaj chciałabym jednak przedstawić Wam dwie książki z tego gatunku, dotyczące pielęgnacji urody – Szczęśliwą skórę Adiny Grigore i 50 mitów o urodzie Jany Zubcowej i Tijny Orasmae-Meder – po które warto sięgnąć. . Pierwszy obudził się blondyn, wszystko go bolało, nie mógł niczym ruszyć, coś go przygniatało i łaskotało delikatnie. Otworzył oczy, po czym wrzasnął wystraszony. Był nagi. Na nim leżała rudowłosa piękność, również naga. Spała smacznie, ale po krzyku Malfoya otworzyła leniwie oczy. Spojrzała na siebie, potem na swojego towarzysza i również wrzasnęła, podrywając się gwałtownie z łóżka. Szybko zakryła się pościelą i pobiegła do łazienki. Zatrzasnęła drzwi, nie zamierzała już dziś z niej wychodzić, nic nie pamiętała z wczorajszego wieczoru. Była załamana, mało tego – była przerażona. Scorpius siedział dalej na łóżku, widać było że był w głębokim szoku. -Paniczu Malfoy, proszę się ubrać – do pokoju weszła pani Pomfrey, niosąc śniadanie dla dwójki. – Gdzie twoja koleżanka? Blondyn wskazał z otwartą buzią na łazienkę. Pomfrey westchnęła i poszła w tamtą stronę aby zapukać do rudej. -Lily, wychodź bo przegapisz śniadanie. Na jej głos panna Potter drgnęła, szybko zarzuciła na siebie ciuchy, które porwała ze sobą do łazienki i wyszła z pościelą w obu rękach. -No coś ty? Kąpałaś się z kołdrą? – zaśmiała się pielęgniarka. – Swoją drogą co ona taka zakrwawiona? Skaleczyłaś się? Lily uśmiechnęła się blado i zerknęła na Scorpiusa. Gdy zauważyła, że przygląda jej się, zarumieniła się bardzo mocno i spuszczając głowę w dół, poszła do swojego łóżka. -Przepraszam pani Pomfrey, kiedy będę mogła stąd wyjść? -Oj kochana, jeszcze parę dni, widzę że chodzisz lepiej, nawet bardzo dobrze. Oboje z paniczem Malfoyem wyjdziecie za dwa, może trzy dni. – uśmiechnęła się, po czym wyszła. Rudowłosa spojrzała na śniadanie. Jajecznica z bekonem. Jakoś nie miała ochoty jeść, odsunęła od siebie talerz i odezwała się drżącym głosem: -Nie mam zielonego pojęcia czy do czegoś doszło czy nie, ale chyba niestety tak, skoro pościel jest zakrwawiona, ale do cholery, nikt ma o tym nie wiedzieć. Ja cię nawet nie lubię i nie wiem co sprawiło że trafiliśmy nadzy do jednego łóżka… Po chwili zdała sobie sprawę, że nie może przestać mówić. Dopadł ją słowotok nerwowy. Natychmiast zamknęła jadaczkę i już się nie odzywała. Blondyn zerknął na nią dalej z szokiem w oczach. -Nie martw się Potter, też cię nie znoszę i gwarantuję, że nikomu się nie będę chwalił – stwierdził. ~~~~ -Lily! Wróciłaś! Kochana! Tak oto została powitana Lily Luna Potter po powrocie ze Skrzydła Szpitalnego. Wszyscy ją przytulali. James, Al, Hugo, Evelin, a nawet Zac Longbottom, tylko Rose gdzieś się zapodziała. Ruda uśmiechnęła się szeroko, kompletnie zapominając o dręczącym ją od paru dni Scorpiusie. -Jak wytrzymałaś te dwa tygodnie z tym cholernym Malfoyem? – zagadnął James. Lily zaśmiała się cichutko. -Wiesz, nie było tak źle, praktycznie cały czas czytał książki, a na mnie nawet nie zwracał uwagi. A ja sobie spałam, rysowałam, czytałam, Sir Nicholas mnie odwiedzał czasami… -Dalej nie rozumiem po co go ratowałaś… - wtrącił się Hugo. Nastała grobowa cisza, wszyscy patrzyli na rudą z wyczekiwaniem na odpowiedź. Dziewczyna zarumieniła się, nie powie przecież, że to przez wspomnienia z dzieciństwa się tak poturbowała. Dotknęła policzka, na której widniała szrama. -Instynkt. – ucięła krótko. Hugo wzruszył ramionami na znak zrezygnowania. Przecież nie będzie zmuszał kuzynki do mówienia czegoś czego nie chce powiedzieć. Lily pożegnała się z towarzystwem, twierdząc że musi iść do biblioteki napisać zaległy esej na zielarstwo. Po drodze mijała wielu ludzi, którzy witali się z nią, wielu z nich to chłopaki. Niektórzy widząc ją, patrzyli zdziwieni. Pewnie dalej nie mogli uwierzyć, że Gryfonka ryzykowała życie ratując Ślizgona. W bibliotece jak zwykle nikogo nie było. Lily poszukała odpowiednich książek i poszła rozejrzeć się za stołem. Dostrzegła Josha i Rose. Już chciała zawołać kuzynkę, kiedy spostrzegła że nachylają się do siebie uśmiechnięci. Przystanęła, a głos ugrzązł jej w gardle. Po chwili była świadkiem tego jak jej najukochańsza kuzynka całuje się z jej wielką miłością, z chłopakiem którego kochała od ponad trzech lat. Książki z łoskotem upadły jej na podłogę, na co młoda para obróciła się. Panna Potter poczuła, jak łzy napływają jej do oczy, odwróciła się i szybko wybiegła z biblioteki. -Lily! – usłyszała za sobą wołanie Josha. Rudowłosa przyspieszyła jak tylko mogła, uczniowie patrzyli na nią zdziwieni. W końcu nie na co dzień widzi się płaczącą dziewczynę, a za nią biegnącego chłopaka z drugą dziewczyną. -Lily! – krzyknęła tym razem Rose – zatrzymaj się. Lily ani myślała się zatrzymywać, wręcz przeciwnie. Skręciła za posąg jakiegoś nabzdyczonego faceta i ukryła się za nim. Zauważyła podbiegających ‘przyjaciół’. -Widzisz ją? -Nie, chyba ją zgubiliśmy. Cholera, nie chciałem żeby tak się o tym dowiedziała. -Chodź, wracajmy. Pewnie poszła do wieży. Potem z nią pogadam. – stwierdziła kuzynka rudej. Gdy Lily upewniła się, że na pewno jej już nie znajdą, wmieszała się w tłum uczniów i mimo chłodnej pogody wyszła na błonia. Szła nad jezioro, tam gdzie zawsze lubiła przesiadywać, gdy było jej źle. Usiadła nad brzegiem i patrzyła jak pierwszoroczniacy rzucają kaczki. Po jej gorących policzkach znów popłynęły słone łzy. Jak oni mogli ją tak zdradzić? Josha jeszcze rozumiała, ale Rose? Przecież to jej ukochana najlepsza przyjaciółka. Jak mogła? Ruda zawyła żałośnie, na co uczniowie stojący w pobliżu obejrzeli się. -Co tak wyjesz Potter? Lily zjeżyły się włosy na karku, doskonale wiedziała do kogo należy ten niski głos. Nawet się nie oglądając, pokazała swojemu rozmówcy środkowy palec. Jak się zdziwiła, gdy słynny Scorpius Malfoy usiadł koło niej. -Co się stało? -A co cię to obchodzi? – warknęła ruda. -W sumie to nic, ale wiesz, plotki już krążą. Wszyscy cię widzieli jak biegniesz przez pół Hogwartu zapłakana. -Oj Malfoy, spieprzaj pan, tyle ci powiem. -Jak wolisz. Chciałem pomóc. – Scorpius wzruszył ramionami. Lily patrzyła jak odchodzi ze zwieszoną głową i przeklinała go w duchu. Ello ;).Nudny dzień;/.Cały w piżamie ; to musze podziekowac Monice za te kupę smiechu i wspomnień ;**." Bo wspomnienia Magia są...To teraz wiesz;**.Film nagrany krótko ale te najlepsze momenty sie zachowały ; jest dowód ze tanczyłam z tata, Michałem no i oczywiście z Łukaszem "Froniu"...Było bosko;).I duzo smiechu z Kazia;).Film jednym słowem zajebiaszty ;D;)...Teraz nie mam co robic i czekam za pizza ;D wiem co tu jeszcze napisac wczorajszy dzień zaliczam do udanych dzisiejszy nie za bardzo ;) ; ;**<3!... Because power of soul sticks in eyes...Bajuś ;** Obudziłam się na dźwięk dzwonka do drzwi. Uniosłam głowę i poczułam ból rozchodzący się po całych plecach. Spanie na kanapie wcale nie było dobrym pomysłem. Chwyciłam się za kark i spróbowałam go rozmasować. Rozejrzałam się szybko po pokoju. Wczoraj miałam na prawdę niezły wieczór - skomentowałam w myślach leżące na ziemi części zdjęć niczym układanka, puzzle. Słysząc kolejny dzwonek i pukanie do drzwi niechętnie wstałam i nadal rozmasowując kark machinalnie otworzyłam drzwi. Kto by się spodziewał. Kasandra… Tutaj? Przez głowę przebiegła mi fala myśli, a na twarzy za pewne fala emocji. Zmierzyłam ją od dołu do góry, zastanawiając się czego może u mnie szukać. Czyżby szanowny Andrew znalazł sobie już jakąś inną? A ona biedna myślała, że to wszystko będzie trwało wiecznie? Jej czekoladowe oczy nie mówiły wiele. Zazwyczaj myślałam, że tak już po prostu jest. Później okazało się, że ta pustka oznacza to co ma się w sercu bo końcu to ” w oczach tkwi siła duszy “. Właśnie rozchyliła wargi, ale zanim wydobył się z nich jakikolwiek głos zamknęłam jej przed nosem drzwi. U mnie… Nie ma już dla niej miejsca. Lub przynajmniej na razie, nie mogę jej tego wybaczyć. Nie potrafię. To za dużo. Oparłam się o drzwi i zsunęłam na sam dół siadając po turecku. Nie idę na uczelnie… Nie mam siły. Wiem, że będzie też mnie tam szukać. Zawsze tak robiła gdy się pokłóciłyśmy. Mimo jej pustki w sercu dobrze ją znałam. W końcu była moją najlepsza przyjaciółką. Podkuliłam nogi i oparłam rękę na kolanie jednej z nich, by podeprzeć głowę. Zza drzwi usłyszałam cichy głos. - Wiedziałam, że będziesz w domu, bo pamiętam twój plan zawsze we wtorki zaczynasz później. Wcześniej jakoś na prawdę nie miałam czasu. Problem z kawiarnią - zaczęła się tłumaczyć, dlaczego dopiero teraz postanowiła do mnie przyjść. Szczerzę myślę, że po prostu się bała. Bała się odrzucenia. Tego, że potraktuje ją tak jak to właśnie zrobiłam. - Annie, proszę Cię. Chciałabym tylko z Tobą porozmawiać. Wyjaśnić Ci to wszystko. Przeprosić. Chcę by było tak jak dawniej. - problem w tym, że ja nie chciałam żadnych wyjaśnień. Chciałabym cofnąć się w czasie i zauważyć kiedy to się zaczęło. Kiedy zaczęło ich tak ciągnąć ku sobie. I co ja wtedy do cholery robiłam. Tak jak dawniej? Czy ona wie, że już nic nie będzie tak jak dawniej?! - Kochana, no… przecież wiesz, że to nie nasza wina. Tak po prostu wyszło - usłyszałam jej głośne, pełne żalu westchnienie. Żałowała, że nie powiedzieli mi wcześniej, to podobno Andrew z tym zwlekał. Bawiło go mieć dwie dziewczyny na raz? Możliwe. Ale dla mnie to nie było zabawne. Cały obraz przed pokoju zaczął mi się rozmazywać. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach z prędkością spadających kropel deszczu, przy ogromnej ulewie. Szkoda, że były słone, pełne żalu i goryczy. Może przyszła tylko usłyszeć jak zaczynam dławić się własnymi łzami, a następnie przekazać dobrą nowinę panu Jones. O nie. Zacisnęłam usta i zamknęłam powieki. Postanowiłam, że nie ruszę się dopóki panna Red nie ulotni się spod moich drzwi. - Proszę zadzwoń do mnie. Ja.. Ja na prawdę chcę wszystko naprawić. Wierze, że nam się uda. Zadzwoń. - zdążyłam się uspokoić. Usłyszałam jak odchodzi, jej kroki oddalały się z każdą kolejną łzą pojawiającą się na moim policzku. Wstałam ręką przetarłam policzki i ruszyłam najpierw do kuchni, czym prędzej przejrzałam wszystkie szuflady w poszukiwaniu zapałek, a kiedy w końcu je znalazłam ruszyłam z powrotem do salonu. Zgarnęłam wszystkie przedarte zdjęcia w jedną stronę chwytając w rękę jedyne, które wciąż pozostało w całości. Usiadłam na kanapie, przez chwilę z zaciętą miną wpatrywałam się w nasze roześmiane później nie zastanawiając się dłużej odpaliłam jedną z zapałek. * Obudził się, przetarł ręką zaspane oczy i spojrzał na dziewczynę leżącą obok niego. Oddychała równomiernie, więc miał pewność, że śpi. Jej zielone oczy były nadal przymknięte, gdy wstał z łóżka i biorąc swoje rzeczy, na palcach przeszedł do łazienki. Wykonał poranne czynności, a sen, który nawiedził go dziś w nocy powoli zaczął przekazywać urywki z obrazów. Piękna dziewczyna o turkusowych oczach, złotych splątanych włosach i z delikatnym, szczerym uśmiechem na twarzy. Widział jak jej pełne wargi wymawiają jego imię, a w piękny oczach przez chwilę dostrzegł prośbę. Oparł się o umywalkę i już wiedział, skojarzył skąd ją zna. na niego przed uczelnią i prawie powaliła na ziemię. Mimowolny uśmiech wkradł się na jego twarz. Tylko dlaczego wydawała mu się taka znajoma? Zmaraszczył brwi, zastanawiając się przez parę minut i pochwili już wiedział, Oliwia miała jej zdjęcie, ona jest kolejna. A dziś ukazała mu się we śnie wołając go po imieniu. Już od wczoraj nie potrafił przestać o niej myśleć. Ciągle siedziała w jego głowie, ale jej oczy nie były tak iskrzące się jak we śnie, tylko smutne, pełne bólu. Jego zielonooka wspominała coś, że przeżyła rozstanie. Rozstanie, i to wcale chyba nie takie łatwe jak na początku mogło się wydawać. Przypomniał sobie jej zapach, przymykając na chwilę oczy i schylając głowę. To dziwne, nigdy przedtem nie był w stanie zapamiętać zapachu dziewczyny, kobiety. Jednak tym razem było inaczej. Była taka piękna nawet gdy była smutna. Uważał, że źle postąpił wczorajszego dnia. Mógł z nią zostać chodź jeszcze przez chwilę. Oliwia wybaczyłaby mu gdyby spóźnił się jeszcze troszeczkę. Zawsze mu wybaczała. Tylko nie wybaczyłaby mu tego z kim się spotkał. Jednak to było nieważne, teraz i tak czuł, że mimo iż podał Annie numer ona nie zadzwoni do niego. Nie będzie miała tyle odwagi by porozmawiać z kimś kogo tak na prawdę wcale nie zna. Westchnął ciężko, to będzie bardzo trudna sprawa - pomyślał. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze i ujrzał brunetkę która położyła dłoń na jego ramieniu, uniosła jedną brew ku górze. Pokręcił przecząco głową dając jej znak, że wszystko jest w porządku i nie ma się niczym martwić. No… Prawie. Uznał, że nie wybaczy sobie jeśli nie dowie się co ze złotowłosą dziewczyną. Już zaczął snuć wobec niej plany i zastanawiając się jak namówić Oliwię, by jednak nie zgadała się na wykonywanie tego zadania. Usłyszał dźwięk dzwonka, przeprosił na chwilę zielonooką, która wyszła zaraz za nim ruszając do kuchni i zabrał telefon z szafki w pokoju. Nieznany numer, wszedł z powrotem do łazienki i zamknął się na klucz. Nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył telefon do ucha. Nie zdążył nic powiedzieć, a już usłyszał cichy głos - Zayn? * Po dwóch godzinach bezcelowego włóczenia się po domu usiadłam przy stole w kuchni z kubkiem gorącej czekolady i z milionami bijących się myśli. Nawet nie posprzątałam do końca bałaganu w salonie, ale to chyba była najmniej ważna rzecz w tym momencie. Czy postąpiłam dobrze zamykając Kasandrze drzwi przed nosem i uciekając od rozmowy z nią? Teraz już nie byłam niczego pewna. Zaczęłam bawić się do połowy pustym kubkiem. I zauważyłam parę cyferek jakotako jeszcze widocznych na swojej ręce. Zmarszczyłam brwi próbując sobie przypomnieć skąd one się tam w ogóle wzięły. Moje serce zaczęło walić jak oszalałe, ale ignorując je pomyślałam tylko - Ah tak… Zayn, chłopak na którego niechcący wpadłam. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i położyłam go na ceracie wbijając w pamięć numer. Mówił, że jeśli będę chciała pogadać to mogę zadzwonić. Ale czy powinnam? Pewnie ma jakieś swoje sprawy, ważniejsze od spraw dziewczyny której nie zna. Dopiłam czekoladę, wstałam i umyłam kubek. Ciągnęło mnie ciągle do telefonu, ale nie mogłam miałam sprawić sobie jeszcze większy ból, gdy spojrzę w jego oczy. Annie, potrzebujesz tego – szepną jakiś głos w mojej głowie, złapałam szybko za telefon i nie wiele myśląc wybrałam jego numer. Odebrał, cisza w telefonie sprawiła, że przez chwilę nie wiedziałam kompletnie co powinnam powiedzieć, a jedyne co przyszło mi na myśl to - Zayn? - odchrząknęłam by mój głos był silniejszy i lepiej słyszalny. Kto by pomyślał, że rozstania odbierają głos. Zaczęłam być wściekła na siebie, że do niego zadzwoniłam i bawiłam się kantem ceraty. To przecież nawet nie ma sensu, pewnie zaraz się rozłączy gdy już mnie skojarzy, albo podał fałszywy numer. - Annie! Zadzwoniłaś, coś się stało? - zapytał z troską, a na mojej twarzy pojawił się mimowolny uśmiech. To miło gdy ktoś się o ciebie troszczy. Potrząsnęłam głową, co ty dziewczyno wyrabiasz? - Nie… Tak… Właściwie to sama nie wiem. - usłyszałam swój głos i westchnęłam cicho. Co ja mam mu właściwie powiedzieć? Trzeba było nie dzwonić. Brawo za pomysłowość! Żeby dzwonić do nieznanego faceta. Idiotka. - Chcesz się spotkać? - zapytał z nadzieją? Czy ja to dobrze wyczuwam? A może już przez to wszystko źle odczytuje sygnały i wszystko inne? Tak to jest na pewno to. Czy chciałam się spotkać… Nie wiem. Nie wiem czego chciałam, ale jeśli już do niego zadzwoniłam i zawróciłam mu głowę to może powinnam już się zgodzić. W końcu po to miałam dzwonić. Przytaknęłam głową, a zaraz potem przypomniałam sobie, że przecież rozmawiamy przez telefon. - Tak, chce. - powiedziałam dość stanowczo, aż sama się zdziwiłam. A zanim zdążył wybrać jakiekolwiek miejsce, sama zaproponowałam po prostu park niedaleko uczelni o dwunastej trzydzieści. Żadnej kawiarni, żadnej! Zgodził się. Nadusiłam czerwoną słuchawkę i rzuciłam telefonem na kanapę. Co ja zrobiłam? Czy to możliwe, że zrobiłam to z powodu braku bliskiej osoby? Tęsknie za Jones’em i próbuje znaleźć kogoś kto pozwoli mi o tym zapomnieć, kogoś kto wygląda podobnie jak on i zachowuje się podobnie? Nie potrafię go wymazać z pamięci zwykłą gumką do mazania, ani szmatką od kurzu. I szukam jakiegoś innego światełka w tym wszystkim, a jednak tak podobnego. Tylko czy ten wybór podchodzi pod mózg czy pod serce. Czy zmusiło mnie do tego to, że jego oczy i głos… Oh, Annie ale sobie bałaganisz. ~ Czy ja źle piszę, czy to wy jesteście niezłe w domysłach? (oczywiście nie co do zadzwonienia do Zayna) Dziękuje za miłe słowa! :) Każdy komentarz nawet krytyczne jeśli takowe by się pojawiły, wywołują uśmiech. Bo to na nich można się uczyć. Jeśli nie do jutra, to do soboty! :3x ,, Bo w oczach tkwi siła duszy. " Bo w oczach tkwi siła duszy. Bo w oczach tkwi siła duszy. - Paulo Coelho Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy! Ktoś wam zadaje niespodziewane pytanie, nie zdradzacie się nawet drgnieniem, błyskawicznie bierzecie się w garść i wiecie, co należy powiedzieć, żeby ukryć prawdę, i wygłaszacie to niezmiernie przekonywająco, i nie drgnie na waszej twarzy żaden muskuł, ale - niestety - spłoszona pytaniem prawda na okamgnienie skacze z dna duszy w oczy i już wszystko stracone. Michaił BułhakowZrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy! Ktoś wam zadaje niespodziewane pytanie, nie zdradzacie się nawet drgnieniem, błyskawicznie bierzecie się w garść i wiecie, co należy powiedzieć, żeby ukryć prawdę, i wygłaszacie to niezmiernie przekonywająco, i nie drgnie na waszej twarzy żaden muskuł, ale - niestety - spłoszona pytaniem prawda na okamgnienie skacze z dna duszy w oczy i już wszystko stracone. - Michaił Bułhakow Oczy jego pożerają wszystko, na co spoglądają, a powieki zaciskają się jak szczęki pochłaniające wszechświat, który bezustannie się odnawia wskutek zabiegów jego wyobraźni, gdzie przepływają, obnażając się do najmniejszych szczegółów, ogromne i karmiące go światy. Guillaume ApollinaireOczy jego pożerają wszystko, na co spoglądają, a powieki zaciskają się jak szczęki pochłaniające wszechświat, który bezustannie się odnawia wskutek zabiegów jego wyobraźni, gdzie przepływają, obnażając się do najmniejszych szczegółów, ogromne i karmiące go światy. - Guillaume Apollinaire Nikt nie pot­ra­fi kłamać, nikt nie pot­ra­fi nicze­go uk­ryć, jeśli pat­rzy ko­muś pros­to w oczy. Paulo CoelhoNikt nie pot­ra­fi kłamać, nikt nie pot­ra­fi nicze­go uk­ryć, jeśli pat­rzy ko­muś pros­to w oczy. - Paulo Coelho Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Uśmiech jest naj­praw­dziw­szym, kiedy jed­nocześnie uśmie­chają się oczy. Jan TwardowskiUśmiech jest naj­praw­dziw­szym, kiedy jed­nocześnie uśmie­chają się oczy. - Jan Twardowski Wszyscy porządni faceci mają błękitne oczy. Lucy ChristopherWszyscy porządni faceci mają błękitne oczy. - Lucy Christopher Krytykuj przyjaciela w cztery oczy, a chwal przy świadkach. Leonardo da VinciKrytykuj przyjaciela w cztery oczy, a chwal przy świadkach. - Leonardo da Vinci Załaduj więcej Gdy­byś kiedy we śnie poczuła, że oczy mo­je już nie pat­rzą na ciebie z miłością, wiedz, żem żyć przestał. Stefan ŻeromskiGdy­byś kiedy we śnie poczuła, że oczy mo­je już nie pat­rzą na ciebie z miłością, wiedz, żem żyć przestał. - Stefan Żeromski A gdy serce twe przytłoczyMyśl, że żyć nie warto,Z łez ocieraj cudze oczy,Chociaż twoich nie otarto. Maria KonopnickaA gdy serce twe przytłoczy Myśl, że żyć nie warto, Z łez ocieraj cudze oczy, Chociaż twoich nie otarto. - Maria Konopnicka Widzę blask w jej oczach, ale widzę też, że on znik­nie. Będzie co­raz słab­szy i słab­szy, jak ogień, który naj­pierw sta­je się żarem, a później popiołem. Isabel AbediWidzę blask w jej oczach, ale widzę też, że on znik­nie. Będzie co­raz słab­szy i słab­szy, jak ogień, który naj­pierw sta­je się żarem, a później popiołem. - Isabel Abedi Lecz choćby oczy jej były na niebie, a owe gwiazdy w oprawie jej oczu, blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy. William ShakespeareLecz choćby oczy jej były na niebie, a owe gwiazdy w oprawie jej oczu, blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy. - William Shakespeare Żeby mieć piękne oczy, szu­kaj dob­ra w oczach in­nych, żeby mieć piękne us­ta, wy­powiadaj piękne słowa. Audrey HepburnŻeby mieć piękne oczy, szu­kaj dob­ra w oczach in­nych, żeby mieć piękne us­ta, wy­powiadaj piękne słowa. - Audrey Hepburn Gdy ot­worzysz oczy wy­daje ci się już, że widzisz. Johann Wolfgang GoetheGdy ot­worzysz oczy wy­daje ci się już, że widzisz. - Johann Wolfgang Goethe Ja nie chcę płakać… tylko mi się tak… oczy pocą. Henryk SienkiewiczJa nie chcę płakać… tylko mi się tak… oczy pocą. - Henryk Sienkiewicz

bo w oczach tkwi siła duszy