Administrator diecezji – w Kościele katolickim biskup lub prezbiter, tymczasowo zarządzający diecezją w trakcie wakatu ( sediswakancji) lub trwałej przeszkody w sprawowaniu władzy przez biskupa diecezjalnego, wybierany przez diecezjalne kolegium konsultorów. Nie należy mylić tego urzędu z administratorem apostolskim, który ma W tym roku po raz pierwszy ( tekst powstał w roku 2013 ) w czwartek po Zesłaniu Ducha Świętego, obchodzimy nowe święto w Kościele Katolickim. Chodzi o święto noszące tytuł: Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana. Powstało ono z inicjatywy papieża Benedykta XVI, na podstawie doświadczeń duchowych Roku Kapłańskiego WPHUB. 16.11.2023 13:38. Ksiądz dostał pytanie o cennik w Kościele. Odpowiedzią zaskoczył internautów. 162. Pieniądze i Kościół - niewątpliwie te dwie rzeczy potrafią rozgrzać opinię publiczną. Wielu parafian narzeka, że księża wprowadzili cennik swoich usług, który niekiedy był bardzo drogi. Wydawnictwo Jedność 2009. ISBN 978-83-7442-598-8. EGZORCYZM W KOŚCIELE KATOLICKIM. OD EWANGELII PO DZIEŃ DZISIEJSZY. Egzorcyzm jest czynnością, którą Jezus często wykonywał w ciągu trzech lat swej działalności publicznej. On bowiem nie tylko głosił królestwo Boże, nie tylko przepowiadał nawrócenie przez przebaczenie grzechów Zapowiedzi przedślubne: wzór, dokumenty, koszt, ważność. W Instrukcji Episkopatu Polski o przygotowaniu do zawarcia małżeństwa w Kościele katolickim z dnia 5 września 1986 r. czytamy, że „każde zamierzone małżeństwo należy podać do publicznej wiadomości”. Owo podanie do publicznej wiadomości nazywa się zapowiedziami Kanonik, prałat, dziekan (2) ks. Janusz Gręźlikowski. Fot. Kodeks pozostawia kapitułom katedralnym i kolegiackim zadania spełniania bardziej uroczystych czynności i funkcji liturgicznych w kościele katedralnym lub kolegiackim. Funkcje te szczegółowo określają statuty kapituły. Ponadto kapituła katedralna wypełnia zadania zlecone . Jaka jest rola kapy w kościele katolickim? Szaty liturgiczne są odzwierciedleniem hierarchiczności pełnienia funkcji duchownych kościoła katolickiego. Kolor szat jest uzależniony od okresu liturgicznego, ponieważ w ciągu trwania roku kalendarzowego w kościele katolickim przeżywany jest rok liturgiczny. Oprócz tego kapłan nosi różne szaty w zależności od odprawianych czynności liturgicznych. Istnieje kilka rodzajów szat liturgicznych, ale w tym artykule zajmiemy się tylko jedną z nich – kapą. Czym charakteryzuje się kapa? Jest to rodzaj długiej peleryny sięgającej stóp. Występuje w różnych kolorach, tak jak inne szaty liturgiczne. Zwana jest również nieszpornikiem lub pluwiałem. Kapłani i diakoni pod kapę liturgiczną muszą zakładać stułę i komżę lub albę. Do kapy doczepiane są specjalne haftki, które pozwalają na zapięcie pod szyją. Ten rodzaj szaty zazwyczaj jest wykonany z lekkich i przewiewnych materiałów, dzięki czemu doskonale sprawdza się podczas noszenia przez dłuższy czas. Kiedyś kapy wyposażone były w kaptur, a dziś jest on zastąpiony ozdobą o spiczastym zakończeniu naszytą z tyłu. Dawniej duchowni zakładali bardzo ozdobne kapy, obecnie szyte są skromniejsze, ale nadal posiadają liczne zdobienia, zazwyczaj w kolorze złotym. Skąd wywodzi się kapa i kiedy jest zakładana? Kapa prawdopodobnie kiedyś była strojem książąt i królów. Według znawców tematu może pochodzić od starożytnej lacerny przedłużonej za kolana. Inni uważają, że wywodzi się od peleryny z kapturem, która chroniła niegdyś przed deszczem i śniegiem. Niektórzy historycy twierdzą natomiast, że kapa jest pochodzenia zakonnego i noszona była w dni świąteczne przez ważniejszych zakonników. We Włoszech i Francji kapę nazywano pluviale, natomiast w krajach północnych cappa. Na przełomie VIII i IX wieku kapa stała się szatą liturgiczną w Europie, a w XI wieku w całym kościele katolickim. Pluwiał używany jest przez kapłana oraz diakona podczas sprawowania uroczystej liturgii poza mszą świętą. Kapa zakładana jest w czasie sprawowania sakramentów chrztu, małżeństwa, a także podczas pogrzebów, Liturgii Godzin czy procesji z Najświętszym Sakramentem. Może być używana przez biskupa, kapłana i diakona. Drukuj Powrót do artykułu19 maja 2022 | 19:22 | rk | Czaniec Ⓒ Ⓟ Fot. Mateusz Butkiewicz / UnsplashPrawosławny duchowny odprawił 19 maja nabożeństwo pogrzebowe (otpiewanije) nad otwartą trumną 72-letniej Zinaidy Daniszczuk w katolickim kościele św. Bartłomieja w Czańcu. Na prośbę rodziny zmarłej, świątyni użyczył do żałobnego obrzędu miejscowy proboszcz ks. Wiesław Ostrowski. To pierwszy taki przypadek w diecezji bielsko-żywieckiej. „Nie mogłem przecież odmówić w tej sytuacji” – przyznaje od niedawna przebywała w beskidzkiej wiosce wraz z innymi członkami rodziny, którzy uciekli przed wojną do Polski. Jak opowiedział jeden z krewnych kobiety, zmarłej nagle w nocy z 16 na 17 maja, do śmierci przyczynił się stres. „Wszystko to się skumulowało. Serce nie wytrzymało” – zaznaczył jeden z żałobników. „To była bardzo dobra kobieta” – dodał i wyjaśnił, że gdy Zinaida zobaczyła okolice u podnóża Beskidów, gdzie przyszło jej od niedawna mieszkać, bardzo jej się to miejsce spodobało. „Tu chciała zostać, tu, jak sama powiedziała, chciała być pochowana” – wspominano. „Bardzo dobrze nas tu przyjęto. Jesteśmy za to wdzięczni” – dodał rodzina musiała zostawić niedawno zakupiony dom i gospodarstwo w mieście Chmielnicki, w zachodniej Ukrainie. Przenieśli się na podbeskidzką ziemię. Tu snuli plany na poprowadził w katolickiej świątyni przed czczonym tu obrazem Matki Bożej Czanieckiej ks. Marcin Bielawski z parafii prawosławnej pw. Częstochowskiej Ikony Bogurodzicy w Częstochowie. Duchowny odczytał psalmy, kanon, stichiry i fragmenty Pisma Świętego. Najbliżsi pożegnali zmarłą żonę i matkę, po czym nastąpiło odprowadzenie trumny na czaniecki cmentarz komunalny u stóp beskidzkiej Palenicy, gdzie ostatecznie spoczęła ukraińska Czytelniku,cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie! Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz prosimy Cię o wsparcie portalu za pośrednictwem serwisu Patronite. Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj. Artykuł szóstySAKRAMENT ŚWIĘCEŃ1536 Sakrament święceń jest sakramentem, dzięki któremu posłanie, powierzone przez Chrystusa Apostołom, nadal jest spełniane w Kościele aż do końca czasów. Jest to więc sakrament posługi apostolskiej. Obejmuje on trzy stopnie: episkopat, prezbiterat i Dlaczego ten sakrament nazywa się sakramentem "świeceń" (Ordinatio)?1537 Łaciński wyraz ordo oznaczał w czasach rzymskich stany ustanowione w sensie cywilnym, zwłaszcza stan rządzący. Ordinatio oznacza włączenie do ordo. W Kościele istnieją pewne stany, które Tradycja na podstawie Pisma świętego już od starożytności określa terminem taxeis (po grecku), ordines (po łacinie). I tak liturgia mówi o ordo episcoporum, ordo presbyterorum, ordo diaconorum. Inne grupy także otrzymują nazwę ordo: katechumeni, dziewice, małżonkowie, wdowy...1538 Włączanie do jednego z tych stanów Kościoła dokonywało się na mocy obrzędu nazywanego ordinatio, który stanowił akt religijny i liturgiczny, będący konsekracją, błogosławieństwem lub sakramentem. Dzisiaj wyraz ordinatio jest zarezerwowany dla aktu sakramentalnego, który włącza do stanu biskupów, prezbiterów i diakonów. Jest to coś więcej niż zwykłe wybranie, wyznaczenie, delegacja lub ustanowienie przez współnotę. Ten akt sakramentalny udziela daru Ducha Świętego, pozwalającego wykonywać "świętą władzę" (sacra potestas), która może pochodzić jedynie od samego Chrystusa, przez Jego Kościół. Święcenia określa się także jako consecratio, są bowiem pewnym wyłączeniem i przyjęciem przez samego Chrystusa w służbę Kościołowi. Włożenie rąk przez biskupa i modlitwa konsekracyjna stanowią widzialny znak tej Sakrament święceń w ekonomii zbawieniaKapłaństwo Starego Testamentu1539 Lud wybrany został ustanowiony przez Boga "królestwem kapłanów i ludem świętym" (Wj 19, 6). Jednak w narodzie izraelskim Bóg wybrał jedno z dwunastu pokoleń, pokolenie Lewiego, przeznaczając je do służby liturgicznej. Sam Bóg był częścią jego dziedzictwa. Specjalny obrzęd zapoczątkował kapłaństwo Starego Przymierza. Kapłani zostali ustanowieni "dla łudzi... w sprawach odnoszących się do Boga, aby składali dary i ofiary za grzechy".1540 Kapłaństwo, ustanowione w celu głoszenia słowa Bożego i przywracania na nowo jedności z Bogiem przez ofiary i modlitwę, było jednak nieskuteczne, ponieważ nie mogło przynieść zbawienia, potrzebowało nieustannego powtarzania ofiar i nie mogło dokonać ostatecznego uświęcenia. Mogła tego dokonać jedynie ofiara Liturgia Kościoła widzi jednak w kapłaństwie Aarona i posłudze lewitów, a także w ustanowieniu siedemdziesięciu "Starszych", zapowiedzi posługi święceń Nowego Przymierza. W obrządku łacińskim Kościół modli się w prefacji konsekracyjnej święceń biskupich:Boże i Ojcze Jezusa Chrystusa, naszego Pana... w ciągu dziejów Starego Przymierza zaczynałeś nadawać kształt Twojemu Kościołowi; od początku przeznaczyłeś lud wywodzący się od Abrahama, aby stał się ludem świętym; ustanowiłeś jego zwierzchników i kapłanów i zawsze troszczyłeś się o służbę w Twoim przybytku...1542 Podczas święceń prezbiterów Kościół modli się:Już w czasach Starego Przymierza rozwinęły się posługi ustanowione dla sprawowania świętych obrzędów, bo kiedy wybrałeś Mojżesza i Aarona, aby uświęcali lud i nim kierowali, ustanowiłeś im do pomocy mężów niższych stopniem i godnością. Ty na pustyni udzieliłeś bogactwa ducha Mojżesza siedemdziesięciu roztropnym mężom, aby dzięki ich pomocy mógł on łatwiej kierować Twoim ludem. Podobnie na synów Aarona przelałeś obfitą łaskę daną ich ojcu. . .1543 W modlitwie konsekracyjnej podczas święceń diakonów Kościół wyznaje:Ty sprawiasz, że Ciało Chrystusa, czyli Twój Kościół, ubogacony rozmaitymi łaskami niebieskimi złączony mimo odrębności swoich członków przedziwną więzią przez Ducha Świętego, wzrasta i rozszerza się na coraz wspanialszą Twoją świątynię. Ty na początku wybrałeś synów Lewiego do pełnienia posługi w Przybytku Starego Prawa, a dzisiaj ustanawiasz trzy stopnie Twoich sług i powołujesz ich przez święte obrzędy, aby oddawali cześć Twojemu kapłaństwo Chrystusa1544 Wszystkie zapowiedzi kapłaństwa w Starym Przymierzu znajdują swoje wypełnienie w Chrystusie Jezusie, "jedynym Pośredniku między Bogiem a ludźmi" (1 Tm 2, 5). Melchizedek, "kapłan Boga Najwyższego" (Rdz 14, 18), jest uważany przez Tradycję chrześcijańską za zapowiedź kapłaństwa Chrystusa, jedynego "arcykapłana na wzór Melchizedeka" (Hbr 5, 10; 6, 20), "świętego, niewinnego, nieskalanego" (Hbr 7, 26), który "jedną... ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani" (Hbr 10,14), to znaczy jedyną ofiarą swego Odkupieńcza ofiara Chrystusa jest jedyna, wypełniona raz na zawsze, a jednak uobecnia się w Ofierze eucharystycznej Kościoła. To samo dotyczy 1367 jedynego kapłaństwa Chrystusa; uobecnia się ono przez kapłaństwo służebne, nie pomniejszając jedyności kapłaństwa Chrystusa: "Dlatego sam Chrystus jest prawdziwym kapłanem, a inni są tylko Jego sługami". Szaty liturgiczne i ich różność, jaka występuje w kościele katolickim, wynika z faktu pełnienia różnych funkcji w obrzędzie liturgii. Nieraz uczestnicząc we mszy świętej lub oglądając jej transmisję zastanawiamy się skąd wynikają poszczególne kolory szat. Otóż nawiązują ściśle do poszczególnych świąt i okresów w roku liturgicznym. Około 1200 roku papież Innocenty III utworzył kanon liturgicznych kolorów, który dzięki Piusowi V, jakieś 300 lat później został wprowadzony w życie. Kolory mają za zadanie odpowiednie podkreślenie nastroju, przypisanego danej uroczystości lub części roku liturgicznego w kościele. Dlaczego kolor ma tak duże znaczenie? Jakie mamy rodzaje szat liturgicznych? Dowiedz się co symbolizują kolory szat i w jakich okolicznościach są one zakładane?Rodzaje szat liturgicznychRodzaj szaty liturgicznej jest ściśle zależny od stopnia, który wynika z pełnionych w liturgii posług, a także stopni otrzymanych święceń. Obecnie możemy wyróżnić następujące rodzaje szat:AlbaJest to długa szata, koloru białego, wyposażona w długie rękawy, sięga do kostek. Wywodzi się od starożytnej tuniki rzymskiej. Według tradycji była ona wykonywana z lnu, ozdobiona tradycyjnymi haftami i koronkami. Alba stanowi symbol czystości, jaki osiąga się dzięki łasce uświęcającej, pochodzi od słowa łac. albus – biały. Jest również symbolem wszystkich, którzy zostali zbawieni dzięki Krwi bierze swój początek od starożytnej chusty, która była charakterystyczną częścią stroju wyższej klasy, noszona na szyi i ramionach. Do liturgii została wprowadzona około IX wieku, ale nie stanowi dzisiaj obowiązkowego elementu liturgicznego stroju, a o jego założeniu najczęściej decyduje krój w jakim jest uszyta alba, ponieważ jeśli ona nie zasłania ciała wokół szyi, istnieje zasadność założenia humerału. Humerał jest chustą, uszytą z syntetycznej lub naturalnej tkaniny, z zachowaniem odpowiedniej świętości i powagi dla liturgii. Symbolika humerału ma nawiązywać do chusty, którą to zasłonięto oczy Chrystusowi, w trakcie jego ona formę skróconej alby, wcześniej była zakładana w czasie odmawiania brewiarza (Liturgii Godzin). Od XIV wieku może służyć do tych liturgicznych funkcji, gdzie nie jest naniesiony obowiązek zakładania alby. Kiedy jednak zachodzi potrzeba założenia dalmatyki lub ornatu, nie można założyć komży, nie ma również przyzwolenia na odprawianie mszy w komży. Symbolika tej szaty nawiązuje podobnie, jak w przypadku alby – do czystości (cingulum)Cingulum to nic innego, jak gruby sznur, na którego końcach znajdują się charakterystyczne frędzle. Symbolizuje on poświęcenie Bogu, wstrzemięźliwość, a także opanowanie żądz cielesnych. Służy on do przepasania alby, kiedy istnieje taka konieczność (za długa lub za szeroka szata). Historyczne źródła mówią, że nawiązywał on do ręcznika, jakim był przepasany Chrystus, kiedy obmywał nogi uczniom, jak również może oznaczać sznur, którym Jezus był przywiązany podczas to szata, jaką zakłada kapłan przy sprawowaniu Eucharystii. Pochodzi od starożytnego płaszcza, który na przestrzeni wieków ulegał wielu modyfikacjom. Ozdobiony był wieloma haftami, a na plecach znajdował się wyhaftowany krzyż, jako symbol Krzyżowej Ofiary Jezusa, jest także symbolem ciężaru, jaki niesie za sobą służba Bogu. Dzisiejszy ornat nie posiada już tak kosztownych zdobień, jest połączeniem skromności i prostoty, a zarazem estetyki i powagi. Ornaty zakładane są na wszystkie szaty (orarium)To szeroka długa wstęga, najczęściej szyta z tego samego materiału z jakiego został wykonany ornat. Stuła u kapłanów i biskupów jest zawieszona na szyi, a diakoni zakładają ją od lewego ramienia ukośnie w kierunku boku prawego, tworzy ona szarfę. Symbolika stuły to godność kapłańska i chrześcijańska. Stuła jest również zakładana przez kapłana w momencie spowiedzi liturgiczne (pluwiał)Kapy liturgiczne używane są przez kapłana podczas sprawowania sakramentu np. chrztu lub małżeństwa. Nie ma jednoznacznej symboliki tej szaty. Jest to długa peleryna zapinana pod szyją. Kapłan zakłada ją na albę, komżę lub to niewielkie nakrycie głowy kapłana. Kolor biretu zależny jest od konkretnej funkcji sprawowanej przez – prezbiterzy, diakoni, diakoni-celibatariusze, obłóczeni z fioletowym pomponem – prałat, z czerwonym pomponem – protonotariusze pierwszych trzech klasFioletowy – biskupi i arcybiskupi, zakonni, prałaci – kardynałowie, – zakonni posiadający białe z niebieskim pomponem – Polskim Narodowym Katolickim Kościele w RP może nosić go – używają ich duchowni w Kościele Starokatolickim starożytności była to szata uważana za niezwykle honorową i zaszczytną, nosili ją papieże i rzymscy diakoni. Przechodziła wiele modyfikacji, ale dzisiaj jest szatą diakona, kojarzącą się z radością, honorem i zaszczytem diakona, ponieważ może on uczestniczyć w liturgii i czynić posługę szat liturgicznych – od czego zależą?Kolory ornatu zmieniają się w zależności od okresu liturgicznego, świąt, wspomnień świętych. Jakie szaty liturgiczne w jakim okresie obowiązują i dlaczego?FioletowyFiolet był uważany już od wieków za barwę mądrości, lekarzy i uczonych osób. Liturgia posługuje się fioletem w symbolice pokuty, żałoby, skruchy, pokory, jest symbolem oczekiwania na radosne spotkanie z Jezusem. Fioletowy ornat jest używane w okresie mszy w czasie Wielkiego Postu, Adwentu i mszy za biały stanowi symbol czystości, światła, radości, niewinności, zwycięstwa, nowego życia, a także świątecznego nastroju. Sięga on aż do starożytności, gdzie oznaczał prawdę. W białych szatach występują w wielu przekazach święci, aniołowie, mieszkańcy Nieba. W kościele katolickim jest używana z racji wielu uroczystości i są to: święta i wspomnienia Chrystusa Pana z wyjątkiem tych, które dotyczą jego męki, świętych, którzy nie byli męczennikami, używany jest w czasie okresu WIelkanocnego i w okresie Bożego Narodzenia, w święta i wspomnienia Najświętszej Maryi Panny, świętych aniołów, w uroczystości, takie jak Wszystkich Świętych (1 listopada), w święta i wspomnienia św. Jana Ewangelisty (27 grudnia), św. Jana Chrzciciela (24 czerwca), w nawrócenie św. Pawła ( 25 stycznia).Ornat w kolorze białym używany jest również podczas wielu sakramentów: chrztu, małżeństwa, namaszczenia chorych, kapłaństwa, a także w czasie pogrzebu małych dzieci jako symbol czystości. W święta i wspomnienia Najświętszej Maryi Panny często biały kolor zastępowany jest niebieskim. W wiekach średnich niebieski barwnik był bardzo drogi, porównywalny ceną ze złotem, dlatego też przypisuje się go Maryi, ku podkreśleniu Jej ten jest symbolem nadziei na zbawienie, codzienności i odrodzenia życia a także neutralności. Używany jest w dni powszednie i niedziele w okresie zwykłym, kiedy wspominamy misterium kolor ma swoje źródło w połączeniu koloru fioletowego (znak pokuty) z kolorem białym (symbol świątecznego nastroju). Ornat w różowym kolorze używany jest tylko w czasie dwóch niedziel w roku i są tą: III niedziela Adwentu czyli tzw. niedziela Gaudete (radości), a także IV niedziela Wielkiego postu (Laetare). Jest symbolem radości z oczekiwania na niezwykle radosne świętowanie, czasem jest również zastępowany kolorem to symbol ognia i krwi, nawiązuje do Męki Chrystusa (i wydarzeń, tych, które dotyczą Jego męki). Czerwony kolor używany jest w Wielki Piątek, Niedzielę Palmową, święto Podwyższenia Świętego Krzyża, niedzielę Zesłania Ducha Świętego, w święta, uroczystości i wspomnienia apostołów, ewangelistów, męczenników, jako symbol męki i krwi (dlatego w odróżnieniu dla świętych, którzy nie byli męczennikami używa się białego koloru) . Czerwony kolor występuje także w czasie sakramentu bierzmowania jako symbol Ducha świętego, a także podczas mszy świętych pogrzebowych za zmarłych żałoby, noc i śmierci. Od zawsze był używany w czasie mszy świętej za zmarłych, we wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych (2 listopada), a także podczas mszy pogrzebowych. Często jest zastępowany także przez kolor również kolor złoty, który również stanowi symbol radości i uroczystości, a może on zastąpić wszystkie kolory wymienione wyżej, z wyjątkiem koloru fioletowego i czarnego, symbolizuje również honor i kolorów szat, jakie używane są w liturgii pozwala na lepsze zrozumienie jej, a także uświadomienie sobie tego, że w ciągu całego roku liturgicznego ma miejsce wiele ważnych uroczystości, wspomnień i świąt, na które przewidziany jest inny kolor ornatu, mający znaczenie symboliczne. Samo rozróżnienie na przestrzeń sacrum i profanum jest nietrafione. Chrystus przełamuje ten podział. Wszystko, co nie jest grzechem, jest potencjalnym sacrum. Grzech jest profanum, bo oddziela od Boga - rozmowa z ks. dr. Grzegorzem Strzelczykiem. Rzadko patrzymy na Chrystusa jako kapłana, tymczasem jest w Biblii księga, która mówi prawie wyłącznie o tym - List do Hebrajczyków. To chyba dobry punkt wyjścia do rozmowy o kapłaństwie Chrystusa. Dobry i niedobry zarazem. Dlaczego niedobry? Ponieważ List do Hebrajczyków wychodzi od wizji kapłaństwa związanej ze Starym Testamentem. W nim kapłan pośredniczył w składaniu ofiar i na tym zasadniczo wyczerpywały się jego funkcje. Chrystologia Listu do Hebrajczyków eksponuje zatem bardzo mocno tylko ten jeden z elementów Chrystusowego kapłaństwa, słabiej podkreślając inne aspekty działania Jezusa. W chrześcijaństwie jest pewien problem z przejściem między rozumieniem kapłaństwa w Starym Testamencie i Nowym. Posługa Nowego Przymierza jest zdecydowanie mniej rytualna; składanie ofiary nie jest główną funkcją biskupów i prezbiterów. Pojawił się jednak moment w historii Kościoła, kiedy wydawało się, że tak właśnie jest. Istnieli wtedy kapłani altaryści, którzy mieli beneficjum tylko po to, by odprawiać Mszę świętą, nie mieli przez to żadnej odpowiedzialności pasterskiej. Dlaczego tak się stało? Było to, po pierwsze, związane z pojawieniem się w księgach pokutnych tzw. tabel konwersji pokut. Na końcu takiej księgi znajdowała się tabelka, w której można było np. zastąpić jakąś praktykę pokutną wykupieniem u prezbitera pewnej liczby Mszy świętych. Po drugie, łączyło się to z ofiarowywaniem Mszy za zmarłych. Osoba zamożna dawała przykładowo wieś na utrzymanie księdza, by ten odprawiał Msze św. za zmarłych z jej rodziny. Jaki był tego efekt? Spora część prezbiterów zajmowała się tylko i wyłącznie ołtarzem, a wierni mieli mylne wyobrażenie, że do tego sprowadza się posługa kapłana. Tymczasem funkcja prezbitera, czyli "starszego", nie wiąże się wyłącznie z kultycznym wymiarem. Z czym więcej? Z gromadzeniem wiernych i głoszeniem Dobrej Nowiny. Co robi Chrystus na początku swej działalności? Zbiera wokół siebie uczniów i buduje wspólnotę, co-jak wiemy-wcale nie było takie proste. Apostołowie mieli zarówno różne charaktery, jak i różne wizje teologiczne (np. zelotyzm). Jezusowi jednak się udało i właśnie dlatego jesteśmy dziś Kościołem. Oczywiście do pełni naszego uczestnictwa prowadziły śmierć, zmartwychwstanie Chrystusa i zesłanie Ducha Świętego, ale początek, niejako punkt wyjścia, stanowiło zebranie konkretnych ludzi. Tym, wokół czego Kościół się organizuje, jest obecność Jezusa. Ciekawe, że Ewangelie właściwie nie dają żadnego wyjaśnienia, dlaczego uczniowie poszli za Jezusem. To prawda… Przypomina to wręcz - posłużę się przykładem z fizyki - sytuację, w której ciało o pewnej masie przyciąga inne na zasadzie siły grawitacji. Intensywność doświadczania Boga wokół Jezusa była tak wielka, że wręcz trudno było się temu oprzeć. Czynnikiem, który scala uczniów, jest najprawdopodobniej działanie Boga w Jezusie - po prostu. I tu dochodzimy do czegoś bardzo ważnego: prowadzenie ludzi do Boga owocuje jednością między nimi. Im bliżej jesteśmy Boga, tym bliżej jesteśmy siebie nawzajem. Dzięki Chrystusowi Kapłanowi odnajdujemy się jako chrześcijanie w jednym miejscu, w jednym Ojcu. Jest to możliwe również dlatego, że zostały nam odpuszczone grzechy. Gromadzenie wspólnoty dokonuje się bowiem zarówno przez głoszenie Dobrej Nowiny o pojednaniu, jak i przez dokonanie tego pojednania. Paradoksalnie jednak przebaczenie głoszone przez Jezusa jest tym elementem Jego nauczania, który bardzo trudno nam przyjąć. Dlaczego? Bo mamy problem, z uwierzeniem, że Bóg naprawdę chce nam przebaczyć. Ewangelia mówi niejako: "Cokolwiek byście zrobili i cokolwiek by wam zrobili, to waszym zadaniem jest pojednanie". Pojednanie między nami Jezus wyraźnie wiąże z przebaczeniem, które zostało nam dane. Przypomnijmy sobie przypowieść o nielitościwym dłużniku. Król daruje słudze dziesięć tysięcy talentów, ale ten nie chce podarować swojemu dłużnikowi stu denarów. Kiedy dowiaduje się o tym władca, wzywa sługę i mówi do niego: Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś się ulitować nad swym współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą? (Mt 18,32n). Bóg wychodzi do nas z przebaczeniem, Chrystus je ogłasza i przynosi przez swoją śmierć oraz zmartwychwstanie. Więc ja, któremu darmo przebaczono, powinienem - mocą tego przebaczenia - przebaczać dalej. Fundamentalnym zadaniem chrześcijaństwa jest jednanie: Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił nam posługę jednania. Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania (2 Kor 5,18n). Podobnie jak w Ojcze nasz: "i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". To bardzo niebezpieczna modlitwa, bo pojawia się w niej warunek. Czasem powinniśmy się mocno zastanowić, o co tak naprawdę Boga prosimy. Jako chrześcijanie mamy udział w kapłaństwie Chrystusa? Co to dla nas znaczy? Kapłaństwo w ścisłym sensie, czyli takie, które składa materialne ofiary, skończyło się wraz ze śmiercią i zmartwychwstaniem Chrystusa, nowe - rozszerza się na wszystkich chrześcijan. Kult w duchu i prawdzie jest sprawowany przez każdego z nas osobiście. Oznacza to, że wszystko w naszym życiu ma znaczenie kultyczne. Każdy akt, w którym oddaję moje życie za i dla innych, jest aktem świętym, sakralnym, kapłańskim. Jedynym pośrednikiem między nami a Bogiem jest jednak Chrystus. Nie ma innego. W związku z tym nie ma już kapłaństwa pośredniczącego. Kapłaństwo służebne nie pełni takiej funkcji? Często wydaje się nam, że istnieje pewna hierarchia kapłaństwa czyli najpierw jest kapłaństwo Chrystusa, potem pośredniczące kapłaństwo prezbiterów, a na końcu powszechne Ludu Bożego. To na swój sposób byłoby dla wiernych bardzo wygodne, bo czyni z księży specjalistów od kontaktów z Bogiem i daje pewną kontrolę nad zbawieniem; pozwala pomyśleć: "Dałem przecież ofiarę na Mszę". Jeżeli tak bardzo zależy nam na stworzeniu jakiejś hierarchii, to wygląda ona następująco: na szczycie jest kapłaństwo Chrystusa, a potem, z chrztu wynikające, kapłaństwo powszechne. W nim niektórzy są w szczególny sposób powołani do tego, by mu służyć, ale pozostając w jego środku - oni przyjmują sakrament święceń. Jan Paweł II w adhortacji o formacji duchownych Pastores Dabo Vobis pisze jasno, że kapłaństwo sakramentalne prezbiterów zostało ustanowione na służbę powszechnemu. Jako osoba po święceniach jestem od tego, żeby od rana do wieczora biegać za wami i starać się, żebyście w tym Kościele zostali, żebyście odkryli, że to miejsce dla Was. Więcej, mam być- niczym Chrystus - gotowy oddać za was swoje życie. Ksiądz nie jest bardziej kapłanem niż tzw. świecki? Kapłaństwo służebne różni się od powszechnego istotą, a nie stopniem. Tak mówi Sobór Watykański II. Różnica jest związana przede wszystkim z sakramentalnością. Na mocy sakramentu święceń moje kapłaństwo jest jakby podwojone. Jedno jest chrzcielne i jest związane bardziej z moim zbawieniem, a drugie służebne i jest związane bardziej z waszym zbawieniem. Czy ja jestem bardziej kapłanem? Mogę się z tym zgodzić, jeżeli decyduje o tym przyjęcie sakramentów. Nie mogę jednak przystać na stwierdzenie, że jako świeccy nie jesteście kapłanami w pełni. Jesteście. Wobec tego co my, świeccy, jako kapłani powinniśmy robić? Chrystus złożył jedyną skuteczną ofiarę raz na zawsze i my, na mocy chrztu, w niej uczestniczymy. Mógłbym pościć przez milion dni, a moja ofiara nie miałaby żadnej zbawczej skuteczności, gdyby nie ofiara Chrystusa. Także ofiara, którą sprawują kapłani na mocy święceń, nie mogłaby być złożona - nie miałaby żadnej mocy bez ofiary Chrystusa. Kiedy sprawujemy Eucharystię, nie wydarza się właściwie nic nowego. Raczej jedyna Ofiara Jezusa Chrystusa się uobecnia i my się wraz z tąofiarąjuż złożoną i skuteczną, teraz oddajemy Bogu. Przeakcentowaliśmy naszą aktywną rolę, stąd czasem na kazaniach takie heretyckie sformułowania, jak: "dziś składamy ponownie tę Najświętszą Ofiarę". Podczas Mszy w żaden sposób nie powtarza się ofiary, bo ona jest jedna, ani my sami jej nie składamy. Położenie akcentu na to, że to my składamy ofiarę, wynika z przekonania, że aby zbawienie się dokonało, my musimy coś zrobić. Najtrudniej jest nam się pogodzić z jego darmowością. Chętnie zgodzilibyśmy się na wszystkie inne wersje zbawienia, w których trzeba coś konkretnego zrobić. To jest paradygmat Naama-na. Ten trędowaty dowódca wojsk syryjskich nie chciał przystać na słowa Elizeusza, że jedyne, co ma zrobić, aby wyzdrowieć, to obmyć się w Jordanie. Zakładał, że musi zrobić jakieś straszne czary, podjąć jakiś niesamowity wysiłek. Jest w nas wiele pozostałości myślenia magicznego z czasów, kiedy biegaliśmy po lasach i baliśmy się burzy. "Zarżniemy zwierzę, rozlejemy krew, zatańczymy, to w nas piorun nie uderzy. A jak zarżniemy drugie, to piorun uderzy w wioskę sąsiadów". Tymczasem jako chrześcijanie stajemy wobec daru, uczestniczymy w zwycięstwie Chrystusa, które stało się dla nas sakramentalnie obecne. Co mamy zrobić? Nawrócić się i uwierzyć. Nic więcej. Ale to jest właśnie niełatwe. Ojciec Kłoczowski OP mówił kiedyś, że Tertulian mylił się, twierdząc, że "dusza ludzka jest z natury chrześcijańska", tak naprawdę "dusza ludzka jest z natury religijna". Obawiam się, że o. Kłoczowski ma rację. Liturgia i posługa kapłańska są straszliwie narażone na magiczne myślenie. Często ludzie zamawiają Msze właśnie dlatego, że według nich to najbardziej skuteczne czary, jakie posiadamy, choć na pewno nie użyją tych słów. Takiemu myśleniu sprzyja obwarowanie Mszy mnóstwem rubryk - może się wydawać, że jest jak z zaklęciami: skuteczność zależy od precyzyjnego powtarzania. Jestem przekonany, że wynika to z dobrych intencji, bo dbanie o liturgię jest czymś naprawdę ważnym, przecież nie mamy nic cenniejszego niż Ciało i Krew Chrystusa. Można sobie jednak wyobrazić kogoś, kto tak dba o swoje wypucowane mieszkanie, w którym każda rzecz ma swoje miejsce, że nikogo do niego nie wpuszcza. Każdy gość jest potencjalnym "burzycielem". Kiedy wpuszczamy wszystkich, to jeden śmierdzi, drugi ziewa, trzeci przyprowadza ze sobą dziecko, które biega. Koniec z harmonią. Mamy wybór: albo idealna liturgia, albo żywi ludzie na liturgii. W czasie dużych średniowiecznych zgromadzeń liturgicznych, w których uczestniczył prosty lud, a w wersji średniowiecznej to był naprawdę prosty lud, posadzkę kościoła wysypywano piachem albo trocinami. Po co? Wielkie liturgie trwały kilka godzin, a nie zawsze ze środka katedry dało się w razie potrzeby wydostać na zewnątrz... Potem trociny czy piach wymiatano z kościoła i znów było czysto. Smród musiał bywać straszny, by go neutralizować montowano olbrzymie kadzielnice u sufitu kościołów - w Santiago de Compostella można taką do dziś oglądać. Czy taki stan rzeczy uwłaczał godności Eucharystii? Nie. Sytuacja ta irytowała oczywiście tych, którzy stali przy ołtarzu. Stąd tendencja, żeby odgradzać przestrzeń sacrum od ludu. Kapłan to przecież ten, który łączy, a nie dzieli. Już samo rozróżnienie na przestrzeń sacrum i profanum jest nietrafione. Chrystus przełamuje ten podział. Wszystko, co nie jest grzechem, jest potencjalnym sacrum. Grzech jest profanum, bo oddziela od Boga. Mam wrażenie, że w środowiskach tradycjonalistycznych ksiądz również dziś staje się kimś, kto przede wszystkim przewodniczy Ofierze Chrystusa... Jest to o tyle dziwne, że jeśli weźmiemy katechizm trydencki, to aspekt ofiarniczy Mszy nie jest jedynym wymienionym, pojawia się wręcz jako ostatni. Dokumenty Soboru Trydenckiego mają tylko jeden dekret o ofierze, a w sumie zajmują się Eucharystią w czterech dokumentach. Podobnie posługa kapłańska nie ogranicza się w dokumentach soborowych do aspektu ofiarniczego. Sobór Trydencki sprowadził ją tak naprawdę z powrotem "na ziemię", zbliżając do posługi Chrystusa. Przypomniał, że nie wolno kapłanom zaniedbywać głoszenia Słowa Bożego, co było szczególnie ważne w kontekście protestantyzmu, i wzmocnił wspólnototwórcząfunkcję pasterzy, chociażby przez nakazanie biskupom rezydowania w diecezji. Dla wielu z nich było to szokujące. Dotąd mieszkali często poza diecezją, w swoich posiadłościach. Sobór Trydencki przygotował de facto grunt pod Sobór Watykański II, który akcent na wspólnototwórczą funkcję kapłanów położył jeszcze mocniej. W katechizmie trydenckim jest jednak fragment - moim zdaniem nieco kontrowersyjny - w którym prezbiter jest postrzegany jako pośrednik, pojawia się nawet to słowo. Trudno to pogodzić z Listem do Hebrajczyków czy z Pierwszym Listem do Tymoteusza (2,5), gdzie czytamy, że jeden jest tylko Pośrednik między Bogiem i ludźmi. Kapłan działa jednak in persona Christi. Ale tylko w określonych momentach. Kiedy siedzi przed telewizorem i naciska guzik pilota, to nie robi tego in persona Christi; co innego podczas sprawowania sakramentów. W czasie konsekracji jego działanie sprzężone jest sakramentalnie z działaniem Chrystusa. W tym momencie jest dwóch działających. Główną przyczyną sprawczą tego, że Chrystus "zaistnieje" na ołtarzu, jest oczywiście Bóg, natomiast prezbiter jest przyczyną narzędziową, bez której nie ma skutku. On także musi działać, żeby skutek mógł zaistnieć. Tak samo jest przy odpuszczaniu grzechów. W obu przypadkach - podczas Eucharystii i podczas spowiedzi - kluczowe słowa wypowiadane są w pierwszej osobie: "To jest ciało Moje" i "Ja odpuszczam tobie grzechy". Wypowiadając je jako ksiądz, mam oczywiście świadomość cytatu, niemniej dwuznaczność tego momentu wskazuje na bycie in persona Christi. Wymawiam te słowa w imieniu Chrystusa, ale jakoś i w swoim imieniu. Czy głoszenie Słowa Bożego odbywa się również in persona Christi? Do pewnego stopnia na pewno tak. Duch Święty jest zaangażowany w głoszenie na tyle, na ile pozwala Mu współpraca osoby głoszącej. Jan Paweł II pisał w Pastores Dabo Vobis, że prezbiter jest sakramentalnym uobecnieniem Jezusa Chrystusa. Uobecnia Chrystusa przez czynności sakramentalne oraz naśladowanie Jego życia. Może więc Go zarówno zakrywać, jak i odsłaniać. Przywiązanie do liturgii w formie nadzwyczajnej, w której każdy gest celebransa jest dokładnie opisany i brakuje miejsca na "improwizację", może wynikać z pragnienia, żeby kapłan jak najmniej zasłaniał sobą Chrystusa… O ile mi wiadomo, żaden mszał nie spadł z nieba, czyli jest efektem określonego czasu, określonej ludzkiej mentalności. Rubryki przecież ktoś napisał. Czytamy np. w rubryce: "kapłan rozkłada ręce". Kto ustala, jak ten gest ma wyglądać? Umówmy się, że zrobił to jakiś liturgista. Stwierdził, że rozkładamy ręce na 30 cm od tułowia. Na jakiej podstawie tak zdecydował? Objawienia prywatnego, własnej wrażliwości? Jeżeli sprawuję Eucharystię bez udziału wiernych, to ten gest jest właściwie moim prywatnym gestem. Nie ma zewnętrznego znaczenia, nie ma nikogo, kto mógłby go odczytać. Do kogo wtedy kieruję słowa: "Pan z wami"? Inaczej jest, kiedy celebruję Mszę w kościele z ołtarzem ustawionym centralnie, wokół którego zgromadzeni są ludzie. Wtedy gest "Pan z wami", żeby coś mówił, może wyglądać nieco inaczej. Kiedyś księża byli słabo wykształceni i trudno było od nich oczekiwać, że w dobrze rozumieją, co sprawują. To był jeden z powodów, dla którego po Trydencie ujednolicono liturgię łacińską, a w formacji kładziono akcent na odprawianie Mszy dokładnie według przepisów. Wtedy były szanse, że to w ogóle będzie sakrament. Te czasy szczęśliwie minęły, a zatem ten rodzaj myślenia o liturgii nie musi być najważniejszy. W tym miejscu pojawia się problem swoistego pojmowania liturgii: oddawanie czci Bogu wymaga określonej sekwencji gestów i słów. Jakiekolwiek odstąpienie od niej jest naruszeniem Bożej czci. Takie myślenie sięga korzeniami do religii magicznych, o których już mówiliśmy. Chrześcijaństwo w swoim rdzeniu nigdy wewnątrz takiej koncepcji - nawet wtedy, kiedy panowało szaleństwo przepisów - nie tkwiło. Mamy jednak kanon, który jest niezmienny? Tak, są słowa, których nie wolno zmieniać. Co do tego nie ma wątpliwości. Wierni muszą wiedzieć, czy mają podczas Mszy do czynienia z konsekracją, czy nie. Jeżeli każdy będzie używał innych słów, to stracimy pewność, czy pochodzą one od Chrystusa. Pamiętajmy jednak, że czym innym jest sakrament, a czym innym forma jego sprawowania. Sobór Trydencki mówi, że Kościół posiada władzę nad wszystkim, co nie jest istotą sakramentu. W związku z tym może tak naprawdę przepisywać mszał dowolnie. Oczywiście byłoby to dość nieroztropne, ale jeśli zaistnieje uzasadniona potrzeba, powinien to robić. Skoro duchowni są prawdopodobnie tak dobrze wykształceni jak nigdy dotąd, to czy nie mamy prawa oczekiwać od nich tego, że poradzą sobie np. z doborem modlitwy eucharystycznej, z doborem prefacji z większego zasobu, po to żeby ci, którzy uczestniczą we Mszy, jak najlepiej przeżyli istotę tego, co jest sprawowane? Chodzi o to, że jeżeli są do wyboru dwie modlitwy eucharystyczne o tajemnicy pojednania, a na Mszy zgromadziła się wspólnota wychodząca z poważnego konfliktu, to mogę użyć modlitwy, która będzie pomagać w rzeczywistym pojednaniu, a tym samym w owocniejszym przyjęciu sakramentu. Czy w ten sposób liturgia nie staje się teatrem jednego aktora -księdza? A kto jest odpowiedzialny za wspólnotę? Ryt? On nie podejmuje żadnej decyzji, to prezbiter stanie przed Sądem i zda sprawę z tego, jak przewodził powierzonym mu ludziom. Nie słyszałem, żeby duchowni mieli być rozliczani przez Boga z wierności rubrykom. Kiedyś jednak każde odstępstwo od rubryk było grzechem ciężkim. Dlaczego liturgia była obwarowana tyloma grzechami? Jako ksiądz widziałem, co się czasem dzieje z Eucharystią we wspólnotach księży, gdzie sprawuje się Msze indywidualnie, bez udziału wiernych. Zrozumiałem wtedy, po co te obwarowania: żeby księża porządnie celebrowali Eucharystię. Gdyby nie strach przed grzechem, część z nas byłaby w stanie odprawić Mszę w pięć minut. To, co mówię, jest okropne, ale to prawda. Dziś na szczęście Eucharystia bez ludu nie powinna być w ogóle sprawowana. Dzięki temu liturgia wraca do swoich źródeł, do interakcji; leitos ergon oznacza "dzieło wspólne". Dwudziestowieczna (bo przecież rozpoczęta jeszcze przed Soborem Watykańskim II) reforma liturgii wzięła się w dużej mierze ze świadomości historycznej. Ludzie zaczęli badać źródła. Porównywać to, co było, z tym, co jest, i pytać, skąd wzięły się pewne gesty, znaki. Odkryto, że wiele z nich, choć uświęconych jakąś wielką tradycją, pojawiło się zupełnie przypadkowo i pierwotnie miało zupełnie inne znaczenie niż teraz. Postanowiono odsłonić istotę liturgii, sprowadzić ją do spraw esencjonalnych. Problem w tym, że w krajach, w których radykalnie okrojono liturgię, np. w Holandii, kościoły szybko opustoszały... Odchodzenie z Kościoła we Francji, Holandii, Belgii i w Niemczech nie zaczęło się od Soboru Watykańskiego II. Tam problemy pojawiły się wcześniej. Jedna hipoteza mówi, że zmiany były źródłem wszelkiego zła, a druga, że zmiany przyszły za późno. Co by było, gdybyśmy w XIX w. zreformowali liturgię i nie dopuścili do "zabetonowania" teologii? Co by się stało, gdyby zmiany przyszły sto lat wcześniej? Proszę zwrócić uwagę na to, że ta sama reforma była wprowadzana w Polsce, opóźnionej cywilizacyjnie w wyniku wojen i totalitaryzmów o kilkadziesiąt lat w stosunku do Zachodu. Czy w polskim Kościele wprowadzenie reformy soborowej doprowadziło do kryzysu? Wydaje się, że wręcz odwrotnie... No właśnie. Jeżeli dziś, kiedy zmiany cywilizacyjne dotarły i do nas, istnieje jakieś żywe chrześcijaństwo, to właśnie dzięki soborowi. Dzięki niemu mamy więcej narzędzi do pracy, do ewangelizacji, do tego, by opierać się złym tendencjom w kulturze. Wyobraźmy sobie, że nic się nie wydarzyło, że funkcjonujemy obecnie wyłącznie wewnątrz dawnej liturgii i teologii, nie ma ruchów poza Akcją Katolicką i Sodalicją Mariańską... Trzeba jednak dodać, że rewolucja kontrkulturowa pojawiła się, kiedy Sobór rozbudził już pewne nadzieje, ale nie dał jeszcze dokumentów wykonawczych. Wielu duchownych doszło do wniosku, że skoro ludzie uciekają z Kościoła, to nie ma co czekać na dokumenty, trzeba coś zmieniać samemu. Na podstawie tego, co usłyszeli w radiu albo przeczytali w gazetach o Vaticanum II, zaczynali "reformować". A kiedy doszły do tego zmiany w myśleniu wywołane przez rewolucję, w wielu miejscach doszło do prawdziwej katastrofy. Ale czy to była reforma Soboru? Na pewno nie. ks. dr Grzegorz Strzelczyk, teolog dogmatyczny, chrystolog, prodziekan Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego.

kapłan w kościele katolickim